Lifestyle

Pozycja trupa [FRAGMENT POWIEŚCI]

Magda Kuydowicz Magda Kuydowicz
Zdjęcia Marcin Kaliński
20 marca 2020

Książek nigdy dosyć. Zwłaszcza teraz i zwłaszcza takich. Komedia kryminalna „Pozycja trupa” to pełna humoru i zabawnych zbiegów okoliczności historia Marianny, dobiegającej czterdziestki tłumaczki. Chcąc odpocząć od zawodowych stresów oraz od problemów w swoim związku, wyjeżdża do popularnej szkoły jogi pod Warszawą. Harmonię i spokój sielskiej scenerii burzy jednak seria zagadkowych morderstw…

Kuba Klops, mężczyzna mojego życia, miał osobowość silnie miotającą się. Ogólnie w życiu. I obecnie. – To wszystko jest bez sensu – chwiał się dramatycznie, wisząc na drabinie i usiłując zarzucić folię na najwyższe, przytwierdzone na zicher do ściany nad oknem, półki z książkami. – Powinniśmy wynająć to mieszkanie, wziąć kredyt i kupić większe. A nie te inwestycje i szarpanie się, no, wiesz z kim… – gderał i patrzył spod oka, co ja na to.

Mieszkanie przypominało nasz związek. Obraz nędzy i rozpaczy. Było szaro sine od tumanów kurzu wzniecanych każdym najmniejszym ruchem. Remont mojej kawalerki trwał od tygodni i końca nie było widać. Potrzebowałam już bardzo dwóch rzeczy. Spokoju i czystego kąta. A nie zanosiło się niestety ani na jedno, ani na drugie. Mój Narzecz, jak go nazywałam, machając folią, co sekundę wzbudzał kolejną falę pyłu, który przewiercał mój organizm na wskroś. Kipiałam od skrywanej agresji i wstrętu. Zostało nam jeszcze pomalowanie ścian i zabejcowanie podłogi w pokoju. No i gigantyczne sprzątanie. O którym wolałam na razie nie myśleć.

Kiwnęłam głową. Związek i remont wyczerpywał nas oboje po równo. Wiedziałam dokładnie, kogo ma na myśli. Jego niechęć do Edwarda była równie silna jak moja sympatia do sędziwego szefa mini ekipy remontowej. Istotnie łatwy w obsłudze Edward nie był. Głuchy na lewe ucho i lekko męczący emeryt. Ale równocześnie dokładny, zmyślny i bardzo tani. Złota rączka. Dlatego się na niego uparłam.

Prawda była taka , że problemy z Edwardem to był tylko pretekst Związek z Kubą nieuchronnie zmierzał do momentu, w którym powinniśmy porozmawiać o tym, co dalej, bo od dawna już nie dogadywaliśmy się między sobą. Remont był idealną wymówką, by to odłożyć na później. Uważaliśmy, że jeżeli zrobimy porządek z podłogą i ścianami w moim M1, reszta sama się ułoży.

Kuba od dawna mnie denerwował do szaleństwa . Swoją skrupulatnością i planowaniem wszystkiego kilka miesięcy naprzód. Wolałam sto razy bardziej spontaniczne i miłe niespodzianki od męczącego ustalania, jak spędzimy kilka kolejnych weekendów. To, co nas zbliżyło w pracy dziennikarskiej do której mnie przyuczał z dużym zapałem , najwyraźniej powodowało problemy w naszym życiu prywatnym. Gdy go poznałam rok temu, był pełnym zapału dziennikarzem śledczym, który potrzebował sprawnego tłumacza z angielskiego. Czyli mnie.

Imponowało mi, że tak świetnie miał wszystko zorganizowane. Z pasją oddawał się pracy. Panował nad wszystkim mimo nagłych zwrotów akcji, jak to zwykle w dziennikarstwie śledczym bywa.

I tak to się między nami zaczęło. Nieformalna spółka dziennikarza z tłumaczką i zapaloną czytelniczką reportaży śledczych Kuby rozwijała się znakomicie. Potem nastąpił romans i szybka decyzja z jego strony, żeby zamieszkać razem. Tempo jego działań w pracy mnie zachwycało, ale w życiu codziennym raczej nieco przerażało.

Po pół roku miałam na palcu zaręczynowy pierścionek po babci Klopsowej i frustrujące przeczucie, że zaraz zacznie się gadanie o ślubie. Kuba był zdecydowany spędzić życie u mego boku, a ja u jego nie. Uważałam go za fantastycznego kolegę i fachowca, ale nie traktowałam naszego związku do końca poważnie. Jak niczego w życiu zresztą.

Szczerze mówiąc, ostatnio mało dbałam o jakość naszych uczuć. Może po prostu już nie wierzyłam, że coś między nami zmieni się na lepsze? Sobą też nie miałam czasu się zająć, co podczas próby ocalenia związku jest raczej istotne.

Od tygodnia chodziłam na teren budowy w tym samym burym dresie i w fantazyjnej chuście w groszki, która miała zdaniem mojej mamusi idealnie chronić włosy przed kurzem. Ale nie chroniła. A na dodatek na moim licu bujnie i gęsto rozkwitły krosty. Od dzieciństwa miałam atopowe zapalenie skóry i byle co powodowało wysyp na twarzy rozlicznych swędzących narośli. Co z kolei rozdrażniało mnie do szaleństwa. Podobnie jak miotający się i w naszym związku i w remoncie Kuba.

Nikt cię o zdanie w sprawie Edwarda nie pyta. To w końcu moja kawalerka i mój remont – mruknęłam mało uprzejmie do Narzecza na drabinie i kichnęłam sążniście, wzniecając kolejny tuman. Pył z wiórkowania podłogi znowu wlazł mi do nosa. I połaskotał krostki na policzkach.

Podaj mi taśmę klejącą! – Kuba spojrzał na mnie wzrokiem zranionego łosia i biadolił dalej. – Od trzech dni wysyłają nam te śrubki do blatu, a farba akrylowa jest do chrzanu, bo źle zasycha! Wszędzie partolenie, a nie robota!- dodał i machnął zamaszyście ręką w powietrzu. Po czym z hukiem spadł zadkiem wprost do otwartego pojemnika z farbą. W mocnym odcieniu marengo.

Od rozpoczęcia robót mieszkałyśmy z moją spanielką Melą u jego mamy na Senatorskiej. Edyta Klops była w sanatorium w Rabce i do końca miesiąca mogliśmy korzystać z jej gościnności. Kuba kochał mamusię i był z nią bardzo związany. Ona z kolei mnie zaakceptowała z trudem. Byłam w latach, czyli po czterdziestce, bez stałego zatrudnienia oraz na wiecznej diecie z racji problemów ze skórą.

Dla starszej pani nie taka kobieta była wymarzoną żoną dla ukochanego jedynaka po bolesnym rozwodzie. Dawała mi to wyraźnie do zrozumienia, nadal przesadnie o niego dbając. Prała synkowi koszule i z tkliwością je prasowała oraz parzyła ziółka na nerwy. Precyzyjnie siekała warzywa na sałatkę jarzynową i obierała szynkę ze skórki. Czego ja oczywiście nie robiłam. Mimo jej nieustannych sugestii na ten temat.

Także dlatego chciałam się wyprowadzić jak najszybciej do swojej wyremontowanej i przestronnej kawalerki. Aby wygospodarować w niej miejsce dla Kuby, trzeba było zrobić małą przestrzenną rewolucję. Musieliśmy ponownie postawić jedną ścianę, która odgrodziła sypialnię od części towarzyskiej, i wybić drugą – między kuchnią a pokojem, aby zmieścił się normalny stół do pracy. A to spowodowało konieczność naprawienia podłogi.

Moje zamiłowanie do starych i niepraktycznych mebli z komisu zaś sprawiło, że Kuba część ubrań nadal miał u mamy. Miotaliśmy się ciągle, przenosząc je w reklamówkach. Nasza codzienność nie przypominała więc niestety niczego ekscytującego jak na przykład dziennikarskie śledztwo. A na to w skrytości ducha liczyłam. Ale jakoś radziliśmy sobie ze sobą. Dla Kuby najważniejsze były dwie rzeczy – praca i rodzina . Dostał awans w dziale ogólnopolskim swojego szmatławca i miał teraz szansę na współpracę z komercyjną telewizją. Miałam nadzieję, że to go zajmie bez reszty. Niestety. Nadal byłam na drugim po mamusi miejscu jego życiowo-uczuciowych potrzeb. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że zadręczał mnie sobą. I uczuciem. A ja nie byłam do takiej gorączki romantycznej przyzwyczajona. Do nieustannego ograniczanie mojej wolności tym bardziej.

Ostatni mój romans – wpadka z niejakim Sebą – nastawił mnie wielce podejrzliwie do męskiej populacji. Dlatego i Kuby nie traktowałam do końca poważnie. Był po prostu równie miłym, co irytującym dodatkiem do mojej codzienności. Ale nie jej sensem, treścią czy przeznaczeniem. Szczerze mówiąc, nie rozumiałam, co on takiego we mnie widzi – niskiej, krągłej platynowej blondynce o ciemnych oczach. Platyna była dziełem nie moim, tylko pani Kingi – ulubionej fryzjerki. Generalnie sprawiałam raczej niewinne i banalne wrażenie. Umiałam wzbudzać sympatię. Dlatego łatwo właziłam tam, gdzie nie trzeba, bez wahania rzucając się w kolejne przygody z Narzeczem. Jego gazeta uczciwie mi za to płaciła. I w tej sferze byliśmy bardzo dograni. Ale tak intensywne bycie razem i w pracy, i w życiu męczyło mnie bardzo.Miałam już dawno sprecyzowane plany na wypad za miasto i narajoną w tym czasie ekipę entuzjastów jogi. Z Doris, moją najlepszą przyjaciółką, włącznie. A kobiece więzi były dla mnie ważne. I to bardzo. Kuba teoretycznie wszystko to wiedział, ale mimo to po ofiarowaniu mi pierścionka z akwamarynem po babci Klopsowej żądał absolutnej wyłączności. W moim życiu miał być on, Mela i rodzice. Może jeszcze czasami Doris. I koniec. Męczyło mnie to. Chciałam jak najszybciej uciec. I od Narzecza, i od obowiązków.

Mieliśmy teraz z Kubą dokończyć przygotowania do finalnej fazy remontu. Spakować i zabezpieczyć wszystko w pokoju.

Kupić farby, pędzle i dać Edwardowi klucze. I zniknąć mu z oczu. Wszędzie były podwieszone od sufitu misterne tunele z folii, a między nimi piętrzyły się sterty kartonów z książkami. Ciuchy upchnęłam u Doris w torbach i walizkach. Kosmetyki i biżuterię oraz kolekcję aniołów zabrałam do mamy Kuby. Wraz ze spanielką. To miał być mały, szybki i nieabsorbujący remont. Niestety, roboty przybywało w tempie astronomicznym. Na koncie miałam debet, a na głowie marudzącego Narzecza z jego mamusią i własną do kompletu. Wielbiącą Kubę bezkrytycznie i do szaleństwa. Z powodu pierścionka i sprecyzowanych planów na przyszłość ze mną w roli głównej. Zresztą sympatia była obopólna.

Kuba, co deklarował wielokrotnie, bardzo nie lubił, gdy wyjeżdżałam.
Bo znikałam mu na dłużej z pola widzenia. A ja z kolei do takich kaprysów męskich byłam nieprzyzwyczajona. Poprzedni toksyczny romans nauczył mnie dbać wyłącznie o siebie. Nie rozumiałam, po co ta cała troska i ataki zazdrości z powodu mojej nowej pasji. I wyjazdów. Tak blisko przecież. Na wieś pod Warszawą. Co miało nastąpić już w weekend. Na pięć cudownych dni. Bez remontu, narzeczonych i Internetu. Kuba miał zostać w Warszawie i kończyć ważny materiał dla szmatławca. Ten tekst miał mu przynieść sławę, chwałę i ogromne pieniądze przy okazji.

Przy zbieraniu materiałów do tej dziennikarskiej bomby współpracował ze swoim najlepszym kumplem z policji – Ryszardem Kudełką. Porzuconym boleśnie przez jakąś dziennikarkę, Matyldę Kwiatek, która nagle zniknęła z życia komisarza, by odnaleźć szczęście w dalekiej Australii. Komisarz uciekł z kolei w pracę. Kuba poznał go, gdy szukał informacji do tekstu o podatkowych oszustach, a Rysiek dostarczył mu niezbędnych kontaktów. Od tego czasu niezwykle przypadli sobie do gustu. Widywali się regularnie. I co ciekawe, Rysiek często zwierzał się Kubie. Lubiłam nawet tego łysego i nerwowego komisarza. A jego krwawiące serce było dla mnie dowodem, że nie każdy mężczyzna to podły popapraniec. Że są i tacy, którzy cierpią z powodu porzucenia. I nie umieją się pogodzić z utratą ukochanej osoby.

Kuba Kudełce współczuł, bo sam był po bolesnym rozwodzie. Z heterą, która trzęsła siecią piekarń na Woli. Zostawił babsku wszystko poza swoim starym motorem i działką nad Narwią, byleby tylko być ze mną. To był mój warunek. Żadnych związków na zakładkę z żonatym! Po ostatnich przygodach z moim Ex, czyli Wrednym Sebą, który zapomniał mi napomknąć o narzeczonej w ciąży – żadnych takich kłopotów na karku mieć nie zamierzałam.

Kuba poszedł na moje warunki i żądał teraz w zamian wyłączności w relacjach towarzyskich. Gotów był nawet zaniedbać ukochane obowiązki służbowe, byleby mieć mnie na oku przez całą dobę. A to męczące było okropnie.


Współpraca