Rozmowy

Omenaa Mensah Teraz jest odpowiedni czas, odpowiedni mężczyzna… [WYWIAD]

Aldona Sosnowska Aldona Sosnowska
Zdjęcia Marta Wojtal
26 listopada 2020

Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, chociaż na realizację niektórych musiała cierpliwie czekać. Omenaa Mensah doskonale jednak wie, czego chce od życia. I konsekwentnie spełnia marzenia. Swoje oraz innych. Za prowadzoną od lat działalność charytatywną, popularna dziennikarka i bizneswoman, została właśnie uhonorowana nagrodą Gwiazdy Dobroczynności.

Omenaa, co ci daje pomaganie innym?

Pomaganie jest mi potrzebne do życia jak oddychanie. (śmiech) Daje mi szczęście, radość i satysfakcję. A dzięki temu, że mam umiejętności organizacyjne, mogę pomagać w realny sposób. Spotykam się z ludźmi, zachęcam ich do współpracy. Jak trzeba załatwić ładowarki do komputerów od producenta, namawiam go, żeby sprzedał nam je po kosztach, albo podarował… Ja tę całą robotę biznesową, bez której nic by się nie udało, po prostu umiem wykonywać.

Skąd w tobie imperatyw, żeby pomagać?

Zostałam tak wychowana przez mamę i tatę. Poza tym uważam, że kiedy się coś daje, to dostaje się dziesięć razy tyle. Więc w sumie, może ja tak trochę egoistycznie to robię?

Przedsięwzięcia swojej fundacji, przede wszystkim budowę szkoły w Ghanie, finansujesz częściowo też ze środków prywatnych.

Tak, to wszystko jest możliwe dzięki temu, że rozkręciłam kilka fajnie prosperujących biznesów. Do telewizji więc chodzę z wielkiej przyjemności. (śmiech) Swój nowy program „Wyjątkowe domy” realizuję z ogromnej pasji. Zresztą ludzi, których dzięki niemu poznaję, też namawiam do udziału w różnych charytatywnych przedsięwzięciach w ramach fundacji.

Wszystko ci się spina w całość. To zamierzone?

To był plan, który powstał dawno temu, chwilę przed założeniem fundacji. Takie było moje marzenie. I powolutku je sobie spełniam. Nie spieszę się jak większość młodych ludzi kończących studia, którzy chcą od razu zostać panami prezesami. (śmiech)

Byłaś kiedykolwiek po drugiej stronie? W sytuacji, że sama potrzebowałaś pomocy innych?

Nie. Dużo dostałam od moich rodziców. Zwłaszcza jeśli chodzi o edukację. Zawsze mi powtarzali, że wiedza i doświadczenie życiowe są tym, czego nam nikt nigdy nie odbierze. Wszystko inne możesz stracić – samochody, biżuterię… Budując więc szkołę w Ghanie, daję dzieciom możliwość lepszego stanowienia o sobie. Dzięki temu, że będą mogły się uczyć i rozwijać, będą kiedyś – mam nadzieję – tak zadowolone i spełnione w życiu jak ja. I o to mi tak naprawdę chodzi. Mądry rodzic wychowuje dziecko w ten sposób, aby mogło samodzielnie pójść przez świat. Żeby nie dzwoniło do niego z każdą bzdurą.

Ty swoje dzieci właśnie tak wychowujesz?

Oczywiście. Moja córka, kiedy jeszcze jeździła autobusem do szkoły, wkurzała się, że nie chcę jej wozić. A ja jej za każdym razem powtarzałam: „Vanesko, musisz być samodzielna, nie mogę cię wyręczać we wszystkim”. Strasznie się wtedy złościła. Ale teraz mam ogromną satysfakcję, gdy widzę, że nie stanowi dla niej problemu wyjazd gdziekolwiek. Po to zapewniam jej odpowiednią edukację, po to uczy się języków, żeby umiała sobie poradzić w każdym miejscu na świecie. Po to ją ze sobą gdzieś zabieram, żeby otworzyć jej głowę.

Czy Vanessa pomaga ci w fundacji?

Angażuję ją, tak. Wielokrotnie była na wolontariacie w Ghanie. Stąd też jej uwielbienie i wielka miłość do Afryki. Vanessa zrobiła piękny wernisaż swoich zdjęć z Ghany, które można obejrzeć i kupić w Coffee Karma przy Placu Zbawiciela w Warszawie. Dochód z ich sprzedaży wspiera projekty fundacyjne. Po maturze chce zdawać na medycynę, i w przyszłości jeździć też do Afryki, aby pomagać ludziom, leczyć ich. Można powiedzieć, że Vanessa jest jednym z moich marzeń, które się spełnia.

Zbudowałaś ładny świat. Co daje ci teraz najwięcej szczęścia?

Myślę, że te dwa bąble – Vanessa i Vincent, które są z nami na co dzień oraz córki Rafała, które regularnie przyjeżdżają, bo mamy patchworkową dużą rodzinkę. Również mój ukochany, który jest dla mnie ogromnym wsparciem, świetną inspiracją biznesową i po prostu facetem takim, jakiego zawsze chciałam mieć.

Zanim poznałaś Rafała, mówiłaś, że facet niekoniecznie jest ci do szczęścia potrzebny.

Tak było. Bo z facetami, na których wcześniej trafiałam, nie wszystko układało się jak powinno. Nie do końca za mną też nadążali. Natomiast teraz jest po prostu odpowiedni czas, odpowiedni mężczyzna… Zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że coś jest nie tak. Oby nadal było tak samo, cała reszta to są dodatki.

Masz silną osobowość. Doskonale wiesz, czego chcesz. Rafał się ciebie nie boi.

Nie, bo on ma też bardzo silną osobowość. I na szczęście oboje jesteśmy na tyle inteligentni i doświadczeni życiowo, że w tych sferach, na których jedno z nas się świetnie zna, nigdy nie wchodzimy sobie w paradę. Zdarzają się oczywiście drobne spięcia dotyczące spraw zawodowych, ale wtedy on przedstawia mi swoje argumenty, ja jemu – swoje i znajdujemy porozumienie.

Ty dobrze się czujesz w biznesie, twój mąż odnosi w nim duże sukcesy. Jesteście dobrze dobraną parą również pod tym względem.

Rafał jest wysokiej klasy biznesmenem i wiele się od niego nauczyłam. Myślę, że mam w domu najlepszego obecnie polskiego biznesmena młodego pokolenia. Uczenie się od niego jest dla mnie wielkim zaszczytem, nie mam kompleksu, że on w tych kwestiach wszystko wie. On też się ode mnie wiele nauczył. Są takie sfery, w których Rafał mi bezgranicznie ufa – dotyczą mody, estetyki.

Wspólnie założyliście dwie marki modowe: Amante oraz Occhiello. Czy to był twój pomysł?

To jest akurat ta sfera, której Rafał właśnie się ode mnie uczył. Szycie miarowe poznał, ponieważ chciałam go dobrze ubrać. Jest już świetnie w tym wyszkolony, naprawdę. (śmiech) I dobrze się w tej dziedzinie czuje. Te dwie marki to są trochę takie nasze dzieci. Wizerunkowe, relacyjne. Amante jest bardziej przystępna cenowo, dla szerszej grupy. Natomiast Occhiello jest dedykowana osobom, które cenią szycie miarowe i się w nim lubują – mamy świetną faktorię we Włoszech, która szyje dla nas garnitury.

Skąd pomysł, żeby zająć się akurat taką modą?

Lubię robić rzeczy, których nikt nie robi – w każdej dziedzinie. Wymień mi jedną gwiazdę, która projektuje meble luksusowe albo która szyje luksusowe garnitury na miarę. (śmiech) Nie lubię zajmować się tematami, którymi wszyscy się zajmują. Dotyczy to też inwestycji w innych branżach, m.in. start up-ów czy spółek technologicznych, które oczywiście podejmujemy wspólnie, i w których mój mąż jest mocniejszy. Ale też sporo się uczę w tym zakresie, bo uważam, że to jest przyszłość.

Co cię napędza do działania? Wstajesz rano i myślisz, że…?

Że trzeba po prostu dowieźć. 

Cały czas jesteś nastawiona na cel?

Tak. Dzieciom w Afryce obiecałam, że zbuduję im szkołę i chcę dotrzymać słowa. Praktycznie już jestem na finiszu. Muszę jeszcze kupić meble i wyposażyć ją w komputery. W przyszłym roku chciałabym zrobić duże oficjalne otwarcie – zabrać tam wszystkich partnerów, ale zobaczymy, jaka będzie sytuacja w związku z pandemią.

Miewasz gorsze dni?

Jak nawet mam gorszy dzień, zawsze myślę o tych, których nie ma i o tych, którym jest gorzej. W ten sposób daję sobie kopa. Mówię sobie: „Dziewczyno, jesteś taka szczęśliwa, masz takie super życie. O co ci chodzi w ogóle? Daj spokój”. Staram się nie popadać w takie nastroje. Uważam, że tyle dostałam od życia mimo trudnej sytuacji, jaką miałam jako kolorowa dziewczyna w tym kraju, że teraz naprawdę nie mam na co narzekać. Te trudności w dzieciństwie tylko mnie zahartowały. I dzisiaj to, co kiedyś wydawało mi się moją porażką, jest moim atutem. I nie wstydzę się o tym mówić. Uważam, że tak właśnie jest. Pewnie gdybym była blondwłosą dziewczyną, nigdy bym nie zaszła tak daleko.

Urodziłaś się i wychowywałaś w Jeleniej Górze, potem w Swarzędzu, dokąd przeprowadzili się twoi rodzice. To małe miasta, z powodu swojego wyglądu i koloru skóry bardzo się wyróżniałaś. Miałaś z tego powodu ciężkie dzieciństwo?

Trenowałam wyczynowo koszykówkę, będąc w drużynie nie odczuwałam tego – było bardzo fajnie. To też mnie zahartowało. I nauczyło na przykład, że sama nigdy nie wygrasz meczu. Cały zespół musi grać. Ja tę zasadę stosuję w biznesie.

Jesteś odważna?

Myślę, że tak.

Zdeterminowana?

Tak, ale nigdy nie dążę po trupach do celu. Kiedy pojawia się jakiś problem, zawsze szukam sposobu, żeby go rozwiązać. A kiedy okazuje się, że naprawdę się nie da, mówię sobie: „Widocznie tak miało być. Widocznie coś lepszego czeka gdzieś za rogiem”.