Food

Na czym polega mechanizm jo-jo? Jak można go uniknąć?

Aldona Sosnowska Aldona Sosnowska
Zdjęcia Shutterstock
5 maja 2021

Założenia treningowe mówią, że cel powinien być osiągalny i ewentualnie rosnący. Nie można postawić sobie celu, którego realizacja jest zbyt ryzykowna. Niezrealizowanie go rodzi bowiem frustrację, a wiadomo, że frustracja nas wykańcza. Tak samo działa mechanizm jo-jo.

Znany amerykański psycholog Spencer Johnson świetnie zobrazował mechanizm jo-jo, opracowaną przez siebie teorią szczytów i dolin. Zakłada ona, że te same rzeczy, które prowadzą nas na szczyt, mogą nas z niego strącić. Kiedy stawiamy sobie za cel obniżenie masy ciała, zaczynamy podejmować pozytywne działania mające prowadzić nas właśnie w tym kierunku. A zatem: ograniczamy jedzenie, wykluczamy z diety słodycze, podejmujemy aktywność fizyczną.

Jeden pączek to za mało…

Gdy wreszcie osiągamy sukces, czyli wchodzimy na szczyt, i czerpiemy już z tego satysfakcję, nagle tracimy dyscyplinę. Mówimy sobie na przykład: „W nagrodę zjem dzisiaj pączka, przecież jeden mi nie zaszkodzi”. A największym problemem tego jednego pączka jest to, że on naprawdę nie szkodzi. Bo gdybyśmy po jego zjedzeniu natychmiast przybrali na wadze 3 kilogramy, łatwo by nam było wtedy zauważyć związek przyczynowo-skutkowy: popełniłam błąd i od razu są tego konsekwencje. Ponieważ jeden pączek rzeczywiście nie zaszkodził, to nabieramy przekonania, że po kolejnych dziesięciu też nam nic nie będzie. Kłopot polega jednak na tym, że dopiero ten dziesiąty szkodzi. I w taki oto sposób zaczynamy spadać w dół.

Jednym z największych przekleństw motywacji jest konsekwencja. Opiera się ona na tym, że po pierwsze, wiem, czego chcę, bo wszystko, co robię jest zaplanowane, a po drugie, nie ma małych grzechów, bo wszystkie małe grzechy też są zaplanowane!

Wróćmy zatem do pączka: jeden nie ma żadnej szkodliwości dla naszej diety, dopóki jest w nią wliczony i zbilansowany. Skoro mam zaplanowane, żeby zjeść jeden pączek, to muszę policzyć jego wartość kaloryczną. Kiedy to zrobię, nagle uświadomię sobie, że właściwie straciłam już na niego ochotę. Nie mogę zjeść go na jeden raz, ponieważ ma za dużą liczbę kalorii. Muszę podzielić go na cztery części i zjadać po kawałku w równych odstępach czasu – a to jest bez sensu.

Planuj i walcz!

Podobnie jest z trzymaniem całej diety. Największy kłopot zawsze polega na tym, że jesteśmy do niej nieprzygotowani. Nie znam żadnej osoby, która by miala kłopot z utrzymaniem diety, jeżeli pakuje sobie jedzenie w pudełka. Problemy pojawiają się wtedy, gdy wiemy, co powinniśmy zjeść, ale szukamy tego na bieżąco, tuż przed wyznaczoną porą posiłku.

W takich sytuacjach zawsze pójdziemy po najprostszej linii. Na przykład na lunch miała być sałatka, ale sałatki nie ma – jest za to wrap. Tłumaczymy więc sobie: właściwie wrap to prawie to samo – jest w nim trochę sałaty i chude mięso, a wszystko zawinięte w cienki placek. To prawda, tylko że rozpisana i dokładnie wyliczona dieta nie przewidywała ani mięsa, ani placka, nawet najcieńszego!

Przez takie właśnie myślenie i postępowanie, czyli zakładanie, że jakoś to będzie, najczęściej się właśnie przegrywa.

Bo jeśli zastosujemy metodę „jakoś to będzie”, to nagle okazuje się, że tempo dochodzenia do celu staje się coraz wolniejsze. I zaczynamy myśleć, że skoro wolniej przybliżamy się do założonego rezultatu, to może w ogóle nie ma sensu dalej iść i lepiej się zatrzymać? Zatrzymanie się jednak oznacza, niestety, powrót do punktu wyjścia. Tak działa właśnie mechanizm jo-jo.

Zdarza się, że próbujemy szukać alternatywnych rozwiązań i uciekamy się do łatwych sposobów, które mają nam pomóc w realizacji celu. Najpierw więc zjadamy pączek, a następnie bierzemy jakiś suplement odchudzający. Tylko nie tędy droga, bo to wcale nie pomaga.